niedziela, 21 marca 2010

Chata za wsią

Luty miną niezwykle intensywnie, rozpoczęliśmy remont łazienki, szczególnie, że z okazji zbliżającego się Święta Paschy wypadałoby zmienić dekoracje. Mam tu na myśli freski o tematyce bożonarodzeniowej, zrobione na ścianach przez dzieci.
Na ten czas, musiałam wyprowadzić z domu swoje stadko i pozostawić mężowi pole do działania.
Na pierwszy tydzień wyprowadziłam się z dziećmi do oddalonej zaledwie kilka kilometrów od naszej Kukówki malowniczej wioski. W której czas jakby się zatrzymał. Tego było mi trzeba.






Gdy byłam w trakcie dopychania ostatniej torby, odebrałam telefon z wiadomością.... że domek jest już gotowy, w kominku pali się ogień a otulony śniegiem dach wygląda bajecznie...ale...
zamarzły rury i nie ma bieżącej wody. W ogóle nie ma wody i mamy się zastanowić, czy chcemy przyjechać na weekend na otarcie łez.
Kartony z kaflami wyciągnięte już z piwnicy, pan majster Jan czeka zwarty i gotowy. Potrzeba nam planu „B” pomyślałam. Plan „B” w razie braku wody brzmiał: „trudno, będzie romantycznie”.
Stara chata z bali, dookoła las, koty, cisza, widok na zamarznięte jezioro i rzekę a wszystko to utopione w dziewiczym śniegu po pas...



No może była to partyzantka, szczególnie, że śnieg topiliśmy na kozie i trzeba było non stop palić w kominku, ale trzeba przyznać, że było romantycznie.
Nawet sójki, zwabiliśmy na słoninkę i zdecydowały nie wybierać się za morze. Swoją drogą, nie miałam pojęcia, że one są takie duże. (Jestem zła, bo w tym całym zamieszaniu zaginęły moje bezcenne zdjęcia sójek i sikorek, które dorwałam z okna:( buuuuuuu).
W pewnym momencie, była nas pełna chata, zjechali się rodzice, przyjaciele z dziećmi... Ta cała atmosfera sprzyjała rozmowom, przemyśleniom i pojednaniu.



W tych siermiężnych warunkach, naprawdę można było się do siebie zbliżyć, poczuć się jak ekipa, zgrana paczka. Każdy miał swoje zadanie.
Filip nosił drewno, Andzia gotowała i karmiła nas szarlotką, tata pilnował ognia i walczył z kozą (tą żeliwną oczywiście), dziewczynki pomagały w sprzątaniu, nakładały śnieg do topienia a moja mama była niezastąpiona i uniwersalna....









Ja tez miałam pełne ręce roboty i sama nie wiem jak udało mi się ufilcować panią sowę przemądrzałą i jeszcze szal.


Trzy kolejne tygodnie przekoczowaliśmy u przyjaciół na poddaszu. Pełni podziwu, że gotowi byli przyjąć pod swój dach sześcioosobową rodzinę uchodźców. To było muszę przyznać bardzo ciekawe doświadczenie, takie życie w komunie. Teraz pisze już z domu, w którym łazienka jest piękna i prawie gotowa, ale mimo wszystko trudno jest mi się jakoś odnaleźć.
Jak dokończymy, to pochwalę się zdjęciami, przed i po.



Puki co, chwalę się szalem, moim pierwszym. No i panią sową przemądrzałą.
Miejsce jednak sprzyja twórczości wszelkiej i zamarzyło mi się w tym miejscu spotkanie "filcowego namiotu". Może kwiecień? Jak tylko puszczą rury;) natychmiast zabieram się za organizację. Ilość miejsc jest tam co prawda ograniczona, ale dodatkowe noclegi są nieopodal u sołtysowej, więc zapraszam, podarujmy sobie odrobinę luksusu. Co wy na to drogie panie? Mogłybyśmy zrobić takie właśnie wiosenne kołnierze. mitenki czy nawet kapelutki. Sugestie mile widziane. Zrelaksować się, pogadać, powygłupiać.

Jeszcze chciałabym pochwalić się Beatką:) Pisałam o pewnej przyjaciółce, która z mężem zdecydowała się na DE*
Zapraszam do odwiedzania jej bloga, to jak mi się zdaje nie łatwe zadanie, wiec ja jestem pełna podziwu.
www.nauczaniedomowe.blogspot.com












Luty byl intensywny a marzec poprostu blysną. Teraz mnustwo pracy przed nami, przygotowania do Paschy, Chrzciny Fryderyka no i komunia Sw. Marysi. Nie wspomne o innych sprawach i planach.
Chcialabym rozwinać "Filcowy Namiot", znalesć jakis lokal, robić więcej spotkań... A tu dzień ma tylko 24h.
Oczywiscie jak pomysle o spotkaniu "Namiotu" to natychmiast wżucają mi się wyżuty, że mam tyle do nadrobienia obowiązków domowych, zakupów i sprawunków a mi w glowie babskie zloty. Mysle jednak sobie, że szkoda by bylo, bo wiem, że tyle się u was zdarzylo, tyle nowych nowinek do obgadania. Kazda z nas ma przeciez mnostwo obowiazkow i idąc tym tropem nigdy bysmy sie nie spotkaly.
Proponuje więc niewinne spotkanko na 26 marca lub 2 kwietnia. Na jakies niewinne broszki lub korale czy inne kolczyki.

Jesli zbierze sie grupa, bedziemy omawiac szczegoly.
uciem do odgruzowywania mieszkania. Do zobaczenia!

*Domowa Edukacja

4 komentarze:

  1. Klaruś szal piękny, ale Marysia... bezkonkurencyjna. Musisz zdjęcia robić na manekinie jakimś, bo Ci Maryś robi konkurencję do wyrobów ;)Niesamowicie jest do Ciebie podobna :)

    Proszę bardzo wpisać mnie na listę wyjazdową, choćbym miała zabrać ze sobą miskę to będę ;)

    No i przez Twoją reklamę już zupełnie się zestresuję :) Klarutku mój Twój podziw mnie onieśmiela, tak naprawdę mając dzieci wszyscy jesteśmy edukatorami, sama dobrze wiesz :)
    W wolnej chwili przypomnę się o wierszyk o dinozaurze :)

    Wzdycham do Twych zdjęć zimowych. Klimat z domku bije taki ciepły, że aż by się chciał tam z Wami być. Kiedyś w końcu nam się uda, mam nadzieję :D

    OdpowiedzUsuń
  2. aha, czyli jeszcze się jakaś duża grupa nie zebrała..ja tam jestem chętna- sama ni wiem kiedy bo jutro mam zajęcia do 18 a za tydzień to już trwać będzie Triduum, al może właśnie 2-giego?

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepiękny szal!!! Padam do nóg, bo dla mnie filcowanie to czarna magia i niepojętym jest, jak można takie cuda "własnemi ręcami" tworzyć. Pełen podziw. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. No to serdecznie zapraszam na spotkania:) Chciałabym napisać, że to szalenie skomplikowane, ale to byłaby nieprawda, filcować może naprawdę każdy! Nie mniej jednak dziękuję za komplement:)

    OdpowiedzUsuń