wtorek, 13 listopada 2018

soki



Co wy mówicie, że nie ma wiosny, sama widziałam wczoraj, na wystawach sklepowych wszędzie jest napisane, że już wiosna! I Panie, tzn manekiny poubierane w letnie sukienki, sandałki...brrrrry, można zmarznąć na kość jak się na nie patrzy.
Tak szczerze, sama mam dość tych zimowych krajobrazów, chorych dzieci, mokrych butów...
Szukając więc wiosennego ducha i inspiracji, przejrzałam kilka katalogów, poczytnych blogów i magazynów. Tak, kiedy obejrzałam już wszystkie piękne akcesoria kuchenne i tkaniny na które mnie nie stać, idealne pobielane mebelki które w moim domu pewnie nigdy nie będą miały racji bytu, niedoścignione  figury w wiosennych kreacjach i prześliczne rękodzieła na które nie mam czasu.... wreszcie sięgnełam dna :)
Może odrobinkę przesadzam, jednak zastanawiając się dalej nad tą wiosną i tym niezwykłym czasem, gdy wszystko TEORETYCZNIE budzi się do życia, poszłam na spacer dookoła domu, by przyjrzeć się, czy rzeczywiście zostaliśmy oszukani. Wiecie co, cytując starą polską komedię "natury nie da się oszukać". Idzie wiosna, nie ma najmniejszych wątpliwości!
Tak bardzo chcielibyśmy już leżeć na trawie, budować wędzarnie, kurnik i posadzić warzywa

















wtorek, 26 lutego 2013

Incognito
































Gdzieś ostatnio słyszałam, że życie rodziny wielodzietnej, jest bardzo dynamiczne. Spodobało mi się, ujęta niezwykle zgrabnie i nadzwyczaj delikatnie, nasza rzeczywistość wszechogarniającego nieogarnięcia.
Moglibyście pomyśleć, że znajduję w tym przyjemność, co zupełnie nie byłoby nawet bliskie prawdy. Nie lubię bałaganu, braku kontroli i jakby niemożliwych do nadrobienia zaległości. Jednocześnie muszę przyznać, że widzę w tym sens a nawet ogromną wartość. Dla siebie i całej naszej rodziny.
Czymże jest życie, jeśli nie ciągłymi zmianami, drogą, która pełna jest zakrętów, nieprzewidzianych zwrotów akcji. Gdy wjechaliśmy w ślepy zaułek i trzeba zawracać. Czasem też trafiamy na rozdroże i co wtedy począć?
W naszym przypadku, tak właśnie jest najczęściej i wtedy  po raz kolejny, nie wiedzieć czemu, z jakimś maniackim uporem i wbrew rozsądkowi ze wszystkich ścieżek wybieramy tę najmniej uczęszczaną.
Mnóstwo zmian przed nami, ważnych i trudnych decyzji. Mnóstwo już rozpoczętych projektów i mnóstwo nowych wyzwań. W związku z tymi zmianami, blog dostał nowy tytuł a z czasem dostanie nowy wygląd, ale o tym opowiem innym razem.
Teraz, chcę jeszcze chwilę pozostać na tej „stacji”.  Nasza „Pełna Chata” opustoszała na tydzień, cały tydzień. Dzieci zostały w Gdańsku a my   uciekliśmy, wysiedliśmy z rozpędzonego pociągu by po prostu pobyć razem.
Zaszyliśmy się nic nikomu nie mówiąc. By odwiedzić sąsiadów, oddać zasłonki do krawcowej w Stężycy, odwiedzić niewielki sklep z antykami na strychu starego młyna i kupić tam kilka skarbów za złotówkę lub 3 zł za sztukę. Odwiedzić muzeum w pobliskiej wsi, pospacerować, poczytać.
Znalazłam mnóstwo uroczych bibelotów, dla każdego z dzieci, a w muzeum, prawdziwy skarb. Książkę za 7 zł, napisaną przez Kaszuba z tych stron. Pachnie wspaniale (mam bzika na tym punkcie). Kartki ma żółte a język jakim jest napisana… ech, poezja.
Czytaliśmy więc, ważąc i rozmyślając te o tych dawnych czasach, kiedy Dwór w Wielkich Chełmach tętnił życiem. Ja robiłam sery a Rafał zrobił mi prasę. Potrzeba nam było tego czasu.

Pociąg pędzi a za oknem zmienia się krajobraz. Jedni wsiadają do pociągu a inni kończą swą podróż, bez względu na to, że idzie wiosna i wszystko wokół powoli budzi się do życia.
Tylu z naszych przyjaciół , straciło w ostatnich dniach swoich bliskich.
Czasem w sercu rodzi się ogromny bunt na to wszystko, na co nie mamy wpływu.
Wierzę jednak, że wszystko ma swój czas. Teraz jest taki czas, dobry na rozmyślanie, rozmowę, przebaczenie i nadzieję .
Na wiarę w to, że nadejdzie czas wiosny, słońca, ciepła i przebiśniegów. A nadejdzie, na pewno.